Je suis

Jestem. (czy ktoras z Was kiedykolwiek probowala zastanawic sie nad znaczeniem tego jednego, dosyc niepozornego, slowa?) :) A wiec jestem.

Technicznie – jestem juz zdrowa. Tego bede sie trzymala.

Poza tym – od ponad miesiaca jestem rowniez.. amazonka.. bylo to kombinacją „nie bylo innego wyjscia” oraz „mojego swiadomego wyboru unikniecia radioterapii”..

W zwiazku z tym posprzatalam troche w.. sobie. Poprzestawialam chcenia, marzenia, priorytety… Mysle, ze jestem na dobrej drodze do bycia kims, kim zawsze powinnam byla byc.. Czegos na pewno sie nauczylam. Przezywac glebiej, dostrzegac wiecej, przejmowac sie mniej, wybaczac czesciej, nie spieszyc sie, doceniac..

Do kliniki raczej nie wracam. Chca mnie, mamia „bezpiecznymi” metodami stymulacji.. ale na razie nie mam na nich czasu.. ani ochoty.

Dziekuje Wam wszystkim za to, ze pamietacie, ze zagladacie, ze myslicie o mnie.  Juti, Hania, Bol po stracie, Basia, Ewelina, Lesna, Aneta, Bajka, Olga, Promesa, Aga, Wioleta, MalaMi, Leptir – i wszyscy, ktorzy trzymali za mnie kciuki, „dolozyli” moja prosbe do modlitwy – baaaardzo dziekuje. I gleboki uklon w Wasza strone. I mnostwo usciskow. :)

Zawsze wychodzilam z zalozenia, ze nikogo moje sprawy nie interesuja, ze kazdy ma swoje zycie, swoje problemy i swoj swiat. Przepraszam, ze odzywam sie dopiero teraz. Chcialabym wrocic z happy endem wlasciwym dla tytulu bloga.. ale byc moze happy end to nie jest osiagniecie jednego, konkretnego celu, byc moze powinno byc to raczej happy now and happy always..

Dziewczyny – dbajcie o siebie, badzcie dla siebie dobre, badzcie szczesliwe, z tym co macie, i czego nie macie. Badajcie sie, odzywiajcie sie zdrowo, spedzajcie duzo czasu na swierzym powietrzu, wypoczywajcie, nie spieszcie sie, pozbedzcie sie nalogow i pielegnujcie poczucie wlasnej wartosci. I zyjcie dlugo, zdrowo i szczesliwie. :) Buziaki :***

 

Opublikowano Bez kategorii | 15 komentarzy

Ene, due, rike, fake..

Choroba nie wybiera.. moze przydarzyc sie kazdemu.. czasem jest to zupelna loteria, wyliczanka.. wydaje Ci sie, ze wszystko robisz tak, jak trzeba, zdrowo sie odzywiasz, cwiczysz, starasz sie nie poddawac stresowi.. a na koncu i tak konczysz jako numerek w statystykach..

Nie bede sie wdawac w szczegoly, bo chyba sama nie jestem jeszcze gotowa na to, zeby glosno o tym mowic.. diagnoza to DCIS, stopien 0, bezinwazyjny.. jesli wszystko pojdzie dobrze, obejdzie sie bez naswietlan i bez chemii, jedynie operacja..

Mam dni, kiedy nie jestem w stanie sie na niczym sie skupic, nie moge spac, mam odruchy wymiotne na widok jedzenia.. ale sa i takie, kiedy zupelnie o tym zapominam.. no, moze nie zupelnie, ale przynajmniej wierze, ze moze byc dobrze.

I choc ciezko jest mi myslec o pozytywnych aspektach tego, co sie dzieje, to dziekuje Bogu za to, ze pchnal mnie do zrobienia mammografii.  Kto wie, co by bylo, gdybym czekala z tym do 40-tki..

Mam do Was dwie prosby:

1. Prosze trzymajcie kciuki za to, zeby po operacji diagnoza nie ulegla zmianie. Zeby wszystko poszlo dobrze, zeby to sie wszystko pomyslnie zakonczylo.. jesli sa wsrod Was wierzace, bylabym wdzieczna, gdybyscie w modlitwie dodali i dla mnie dobre slowo do Tego na gorze.. tego mi teraz najbardziej potrzeba.

2. Nigdy, absolutnie nigdy nie poddawajcie sie w swojej walce o marzenia, niezaleznie od tego, o czym marzycie. Nie zalamujcie sie, pracujcie nad stresem, myslcie pozytywnie.. niezaleznie od tego, w jakim punkcie walki o dziecko kazda z Was jest, uwierzcie mi, ze wcale nie jest tak zle, jak moze Wam sie wydawac..

Bloga nie bede zamykac. Byc moze moje doswiadczenia komus sie przydadza, nawet jesli nie ma happy end’u. Ale tez pewnie nie bede dodawac nowych wpisow. Walka o dziecko jest na razie odlozona w czasie, nie zwijam flagi, ale tez nie mysle o tym, co bedzie.. I’m taking it one step at a time..

Przepraszam, jesli nie odzywam sie na Waszych blogach. Wciaz do Was zagladam, wciaz kibicuje, nawet jesli tylko po cichu..

 

Opublikowano niepłodność | 16 komentarzy

Dziękuję

Wam wszystkim, bardzo, bardzo serdecznie.. za dobre mysli, slowa otuchy, kciuki, wszystkie komentarze. Dziekuje, ze jestescie. :*

Nie bedzie dzis jeszcze szczegolow.. niektore wiesci sa lepsze, niektore gorsze, na niektore jeszcze czekam.. ostatnie tygodnie sa dla mnie ciagla walka o utrzymanie sie nia powierzchni. Psychicznie.. bylo gorzej, jest lepiej, nie wiem czy to sie utrzyma, czy tez nie.. potrzebny jest mi dystans, a tego u mnie chyba zawsze brakowalo..

Ostatnio miotam sie pomiedzy „zawiesic” i „zamknac”, ale jeszcze nie bede podejmowac ostatecznej decyzji. Wciaz bedzie mnie tu malo, za co jeszcze raz przepraszam..

Moj maz – moj jedyny, ukochany.. :) jest przy mnie, zawsze, trzyma mnie za reke, przytula, dba, stresuje sie byc moze nawet bardziej niz ja.. dzis rano uslyszalam w radiu te piosenke i wydala mi sie idelna dla nas, teraz..



Opublikowano Bez kategorii | 7 komentarzy

Bez tytułu..

Swiat mi sie wali na glowe.. dzis kolejne zle wiadomosci.. znalezli cos w czasie mammografii..

Przez kilka nastepnych tygodni moj maly-wielki swiat bedzie sprowadzal sie do testow i konsultacji medycznych.. i do wsluchiwania sie w siebie.. chce zrozumiec co sie ze mna dzieje i dlaczego..

Nieplodnosc chowam do szuflady, przynajmniej na jakis czas.. jesli chce byc mama, musze przeciez zyc..

Dam znac, kiedy bede wiedziala, na czym stoje.. przepraszam, jesli bedzie mnie tu mniej, przynajmniej przez jakis czas..

Opublikowano Bez kategorii | 20 komentarzy

Frustracje, dołki, załamki .. i inne..

Juz drugi dzien z piekla rodem.. zeby ten tydzien juz wreszcie sie skonczyl.. w pracy sajgon, bo przeciez jak sie wali, to normalka ze wszystko naraz.. rak mi brakuje, zeby to wszystko ogarnac..

Wyniki krwi, moczu i hormonow tarczycy wyszly w normie, wszystkie.. nie zartuje.. na wyniki mammografii niestety bede musiala poczekac pare dni, ale guzy na tarczycy najprawdopodobniej beda wymagaly biopsji.. jeszcze nie mam decyzji, ale w zwiazku z tym, ze nie maja „historii choroby” – a moje ostatnie usg z Polski z opisem guzkow zapewne juz nie istnieje (pogadam z Mama, moze uda jej sie cos znalezc w moich papierach).. – takie zapewne bedzie zalecenie..

Na razie nie wiem, co czuje, nie wiem, czy mam sie bac, czy nie.. ponad 10 lat temu, kiedy Pani Radiolog powiedziala mi, ze widac guzki na tarczycy, ale ze co druga osoba w Polsce je ma („spoleczenstwo po-Czarnobylskie”?) i ze nie jest to nic groznego, i ze mam sie tym zupelnie nie przejmowac (tym bardziej, ze hormony sa w normie).. puscilam bardzo szybko badanie w niepamiec.. ale termin „biopsja” to dla mnie ciezszy kaliber, takie slowo-klucz.. wiec juz uruchomila jakies trybiki w mojej podswiadomosci, i.. wlasciwie to czuje sie po prostu skolowana.. czy gdyby te guzki mialybyc grozne, to czy wyniki krwi tez czegos by juz nie sugerowaly?

Trudno jest uzywac klawiatury, kiedy trzesa sie rece.. trudno sie skupic na czymkolwiek, kiedy serce wali jak oszalale.. i nie, to na pewno nie wynik usg, przynajmniej nie tylko, te ostatnie dwa dni daly mi popalic.. potrzebuje wytchnienia.. i potrzebuje dobrych wiadomosci..

_________________

Dopisek: A poza tym J jest znow w rozjazdach i przy okazji mial wczoraj koszmarny dzien.. nie dotarl do klienta, utknal na lotnisku w polowie drogi, i zeby sie w koncu dostac tam, gdzie chcial, musial najpierw przyleciec tu z powrotem.. zupelna beznadzieja.. wiec w sumie zawozilam go na lotnisko wczoraj dwa razy.. a na miejsce dotarl dopiero dzis nad ranem.. a ja nie bede sie miala do kogo dzis przytulic..

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | 10 komentarzy

Wrzesień..

Gdyby nie tlumy dzieciakow czekajace na szkolny autobus codziennie rano na naszym osiedlu, trudno byloby mi uwierzyc w to, ze juz mamy wrzesien.. temperatury 30-stopniowe i 100%-owa wilgotnosc powietrza tez zdaja sie powtierdzac, ze to jakies nieporozummienie.. ;)

Zaczelam nowy cykl.. praktycznie jak w zegarku, jak gdyby nigdy nic.. choc z drugiej strony to chyba dobrze, prawda?

W pracy nie mam czasu na siku.. konczy sie fiskalny rok dla agencji rzadowych i w zwiazku z tym mamy pelne rece roboty.. a przy okazji wydaje mi sie, ze nawalam, wlasciwie na wszystkich frontach.. w pracy, w domu, w zyciu rodzinnym.. czuje sie cholernie rozlazla..

Poza tym lapie sie na tym, ze w jednym momencie tryskam energia i moglabym przenosic gory, tylko po to, zeby godzine pozniej siedziec na tarasie ze wzrokiem wlepionym w horyzont, bez sil, zeby ruszyc tylek czy chociazby palec u nogi.. czy to juz diagnoza? ;)

Sprawdzam tarczyce. Podobno to, co sie dzieje z moim organizmem (wypadajace wlosy, szara, sucha skora) to reakcja na poronienie, ale wydaje mi sie to troche naciagana teoria, bo przeciez to byla bardzo wczesna ciaza. A ze mam w rodzinie historie problemow tarczycowych, obawiam sie, ze okaze sie, ze to ona wlasnie szwankuje.. Umowilam sie tez na usg tarczycy i mammografie. I na fizykoterapie kostki. Po zeszlorocznym bieganiu po schodach z sunia, w nocy, i trzykrotnym jej zwichnieciu, wydaje mi sie, ze nie funkcjonuje tak, jak powinna. Poza tym wydaje mi sie, niestety, ze bede musiala sie znowu zobaczyc z dentysta.. ugh..

Swiateczny weekend spedzilismy w gorach. Bylo duzo wina i duzo rozmow. Siostra J przeprowadza sie z mezem do Kaliforni. – ich przeprowadzka jest, miedzy innymi (wg mnie) spowodowana tym, ze nie moga miec dzieci.  Tak jak my, maja za soba przeszlosc, pobrali sie, kiedy oboje byli juz po 30-tce, i kiedy w koncu zdecydowali sie na starania, okazalo sie (kilkukrotnie), ze jej organim nie potrafi ciazy utrzymac.  Probowalam rozmawiac z nia o tym, ze byc moze powinni pogadac o tym ze specjalista, ale chyba w momencie, kiedy ona juz pogodzila sie z tym, ze nie beda mieli dzieci.. poza tym maja ch…owe ubezpieczenie, a sami nie byliby w stanie placic klinice.. staneli wiec w martwym punkcie – ich kariery nie rozwijaly sie tak, jak by tego chcieli, i wydawalo im sie, ze zycie stalo sie bardzo monotonne ( skad ja to znam..). Przeprowadzka do Kaliforni pozwoli im na zmiane klimatu i byc moze otworzy nowe mozliwosci.. bedzie nam ich tu brakowac, ale kazdy powinien podazac za glosem wlasnego serca. W koncu przeciez i my sie kiedys wyprowadzimy..  

Przemyslane:.. tak juz chyba jest, ze dla pary, ktora dlugo stara sie o dziecko by w koncu zdac sobie swiadomosc z tego, ze tego dziecka moze nigdy nie byc – rzeczywistosc staje w miejscu, bez celu, i dwoje ludzi zaczyna desperacko szukac jakies radykalnej zmiany, innego celu..

Ich dwu-pokojowe mieszkanie na Brooklynie, przy parku, z kontrolowanym czynszem, zamierzaja podnajac. J sie zapalil do pomyslu przeprowadzki do NYC. Nie powiem, ze nie byloby fajnie, ale jak na razie jeszcze jest to dla mnie nie do zrobienia. Jeszcze nie.. na razie jest do dla mnie dobra opcja (tymczasowa) na wypadek, gdyby.. tfu, tfu..

Wczoraj w czasie lunch’u spotkalam sie z dwoma kolezankami z pracy. Jedna jest ode mnie mlodsza o 2 lata (T), druga ma ok. 50-tki i dwojke doroslych dzieci (A). Obie gadaly o dzieciach a ja pochlanialam swoj lunch w tempie, ktory sugerowal, ze jadam tylko raz w tygodniu. Tak jak gdyby spotaknie mialo sie skonczyc szybciej, jesli tylko blyskawicznie oproznie swoj talerz. Nie skonczylo sie sie szybciej. Trwalo cala godzine.. A w koncu wygadala sie, ze jej corka planuje slub w przyszlym roku. I ze chce jak najszybciej miec dzieci.. bylo to dla mnie i T niemalym szokiem, nawet jej nie pogratulowalysmy..  Jej corka jest na drugim roku studiow i jeszcze dwa lata temu byla szczesliwa, bo dostala sie na dobre studia, chciala zostac lekarzem. Teraz mysli o tym, zeby byc nauczycielka, ew. „stay-at-home mom”.. swojego obecnego faceta poznala w kwietniu, i nie zamierza z nim mieszkac az do slubu.. I w tym momencie bardzo ucieszylam sie, ze byla z nami T – ona chyba jest bardziej otwarta (czy tez bardziej smiala) i od razu stwierdzila, ze wg niej to za wczesnie. Ze jesli tak szybko wyjdzie za maz i bedzie miala dzieci, to pewnie za pare lat (albo parenascie) bedzie zalowac, ze nie zobaczyla wiecej swiata, tylko od razu wpakowala sie w pieluchy.  – zeby nie bylo – T ma dwojke malych dzieci, oboje urodzila po 30-tce.

To jest co prawda tylko jej opinia (moja zreszta tez) ale nie potepilam tego pomyslu na glos, bo wiem, ze niektore kobiety od samego poczatku wiedza, ze ich powolaniem jest bycie zona i matka, i zadne inne zyciowe dazenia ich bardziej nie uszczesliwia. Znam tez pare takich kobiet, ktore tak wlasnie sobie ulozyly zycie , i sa szczesliwe ze swojego wyboru. Ale znam tez takie, ktore po paru latach bycia w zwiazku zawartym w bardzo mlodym wieku, sa po rozwodzie, wychowuja dzieci samotnie i wcale szczesliwe nie sa.. w tym wypadku dziwi mnie jedynie ta zmiana podejscia do zycia o 180 stopni corki A. Wiem, ze nigdy jej niczego w zyciu nie brakowalo, i ze A i jej maz chronili oboje swoich dzieci przed negatywnymi wplywami przez cale ich zycie.. czy tak naprawde dopoki dzieci byly w domu, przy nich. Zastanawiam sie, czy to przypadkiem nie wolnosc zaszumiala mlodej w glowie.. Nie wiem, zycze im oczywiscie jak najlepiej i mam nadzieje, ze ta decyzja jest przemyslana..

Przy okazji corka A wybrala sobie termin na slub, ktory oczywiscie, z roznych powodow, najbardziej jej odpowiadal, natomiast nie liczyla sie z planami calej reszty rodziny. Siostra A stracila meza w zeszlym roku, i w tym roku, wraz z cala ich (liczna) rodzina planowala wycieczke do Anglii (rodzinka, generalnie, zamozna), w tym wlasnie terminie (w tym czasie ma sie tam odbywac festiwal, w ktorym mieli brac udzial). Wycieczka byla planowana juz od dawna.. A jest teraz smiertelnie obrazona na siostre, ktora nie chce przelozyc wycieczki na inny termin..

Przemyslane:. czy to tak juz z nami, homo sapiens, jest, ze nasze cele sa zawsze nadrzedne, zawsze na pierwszym miejscu, i trudno nam jest pojsc na kompromis w przypakdu, w ktorym mialoby to nam w jakims stopniu utrudnic zycie?

Na co dzien sobie chodze.. chodze, chodze, z psami i bez, w sloncu i w deszczu, i zapisuje kroki, bo ten cholerny krokomierz ciagle sie resetuje, badziewie.. z Buena Vista Social Club w sluchawkach.. i lykam witaminki, mleko krowie zamienilam na migdalowe, choc wciaz wciskam fermentowane mleczne przetwory w siebie i w J, bo to dodatkowe zywe kultury bakterii. Jemy duzo ryb, warzyw, ograniczamy pieczywo i makarony - jesli juz jemy, to tylko pelno-ziarniste.. tyle, ze to robilismy juz duzo wczesniej, wiec nie jest to zadna wielka zmiana..

Nie podjelismy jeszcze decyzji o PGS, moze wreszcie w ten weekend uda nam sie przewertowac finanse..

 

Za tydzien lub dwa posadzimy jesienne kwiaty..

Nasz wciaz-jeszcze-letni taraso-ogrod, za tydzien lub dwa posadzimy jesienne kwiaty..

 

 

Mandevilla, rosnie jak szalona.. jesien jej nie straszna.. ;)

Mandevilla, rosnie jak szalona.. jesien jej nie straszna.. ;)

W gorach..

A w gorach..

 

 

 

 

Opublikowano niepłodność | Otagowano , | 6 komentarzy

Motywacja

Nigdy nie twierdzilam, ze kocham to, co robie – zawodowo.. poza tym, nie najtrafniej wybralam kierunek studiow wieki temu, zeby robic to, co sprawia mi przyjemnosc.. Ale doceniam sporo aspektow mojej pracy: to, ze od czasu do czasu moge pracowac z domu; to, ze mam bardzo dobre ubezpieczenie, ktore pokrywa wiekszosc kosztow leczenia; nie najgorsze zarobki; to, ze moj pracodwaca stara sie byc „zielonym” pracodawca; to, ze pracownikom w trudnych sytuacjach zyciowych organizuje zbiorke platnych godzin urlopowch od innych pracownikow; to, ze organizuje pracownikom mozliwosc udzialu w przedsiewzieciach, ktore na calu maja pomoc innym (akcje charytatywne, sprzatanie Ziemi).. doceniam, mimo, ze jest to wciaz firma pracujaca glownie na ankcjonariuszy i zysk jest celem nadrzednym, i mimo tego, ze kondycja firmy jest bardzo zalezna od warunkow panujacych w sektorze panstwowym..

Tym razem (nie po raz pierwszy czy ostatni) moj pracodawca postanowil pomoc pracownikom ruszyc tylki i zrobic cos dla ich ogolnej kondycji fizycznej (a co za tym idzie, i samopoczucia) :). Wlasnie zostalam kapitanem druzyny (skladajacej sie jak na razie z 4 osob – 10 to maksimum) bioracej udzial w wyzwaniu „Steps to Success”. Wyzwanie polega na tym, zeby w ciagu 12 tygodni uzbierac jak najwieksza ilosc krokow (druzynowo i indywidualnie). Firma wysyla uczestnikom krokomierze, ktore nalezy nosic na sobie w ciagu 12 tygodni trwania konkursu, z codziennym logowaniem w systemie ilosci zrobionych krokow (portal lub alikacja na smartphona). Mozna przy okazji monitorowac np. spadek wagi czy nawyki zywieniowe. Celem indywidualnym jest zrobienie codziennie (przez przynajmniej 5 dni z rzedu) 10000 krokow (5 mil) – w celu zdobycia FitBit’a – profesjonalnego krokomierza, a druzynowo – przynajmniej 210000 krokow w ciagu 6 tygodni i 420000 krokow w ciagu 12 tygodni (w celu zdobycia kart upominkowych o wartosci do $500).

10000 krokow to nie jest zbytnio wygorowany prog – ok. 3 mili pokonuje codziennie na spacerach z psami.. jestem naprawde nakrecona :D. Nie mogli tego zorganizowac w bardziej odpowiednim momencie.. ;) To taka motywacja, ktorej naprawde akurat teraz potrzebowalam (bo zakladam rowniez, ze aby osiagnac cele druzynowe trzeba bedzie pochodzic troche wiecej). I tak naprawde nie obchodzi mnie to, czy cos wygramy.. :P

J odkurzyl wczoraj elliptical (nie wiem, jakie jest polskie tlumaczenie) i zrobil kilka mil. :) A dzis nawet pozwolil zrobic sobie na sniadanie berry smoothie z kefirem. :) I nawet nie narzekal, kiedy nasz spacer z psami wydluzyl sie do 45 minut. Trzymam kciuki za to, zeby nie zabraklo mu zapalu.. ;)

Opublikowano niepłodność | Otagowano , , | 14 komentarzy

O badaniach genetycznych i huśtawce nastrojów..

Dzieki Basi (dziekuje!), ktora uswiadomila mi, ze w Polsce inaczej klasyfikuje sie badania genetyczne na zarodkach (nie uzywa sie zwrotu PGS, a kompleksowe badania chromosomow podciaga sie pod PGD) – ponizsze jest jedynie opisem procedury w Stanach.

Najwyzszy czas na nowy wpis. Za kazdym razem, kiedy choc spojrze na ten poprzedni.. dostaje skurczy zoladka i wypiekow na twarzy.. tak jak rozmawiajac o tym, co sie stalo, z moja siostra w ostatni weekend.. dostalam – doslownie – wysypki. J sie bal, ze to reakcja alergiczna na cos, co zjadlam, ale ja wiem, ze to, co sie stalo, wciaz gleboko we mnie siedzi..

Poza tym czuje sie psychicznie.. wypluta.. w poniedzialek mialam konsultacje telefoniczna z laboratorium w Kaliforni w sprawie badan genetycznych, a wczoraj – konsultacje z moim RE. Nie wiem – z jednej strony czuje, ze jestem o te dwie rozmowy madrzejsza (oraz dziesiatki przewertowanych artykulow na portalach medycznych), a z drugiej – jedynie trudniej jest mi teraz podjac decyzje..

Badania genetyczne PGS (Pre-implantation Genetic Screening)

Nie jest to temat prosty ani latwy.. ale co w walce z nieplodnoscia przychodzi latwo? Kazdy krok, kazda diagnoza, kazdy negatywny test, kazdy zastrzyk z hormonami, kazda „rozkladanka” na stole ginekologicznym.. czy tez kazda wizyta w osrodku adopcyjnym, kolejne papierki do wypelnienia, kazda decyzja.. wszystko to jest bardzo ciezka proba dla osob, ktore staraja sie splenic marzenie o byciu rodzicami. .. Tyle, ze badania genetyczne na zarodkach to temat rowny mrozeniu zarodkow – jest wciaz bardzo kontrowersyjny, nawet po tej stronie oceanu. Dla mnie jest on rowniez tematem trudnym i jestem zla na los, ze zaprowadzil nas do tego rozdroza, w ktorym wlasnie badania genetyczne moga nam pomoc zajsc w ciaze, a pozniej – utrzymac ja. Kazdego dnia powtarzam sobie, ze nadejdzie w koncu taki dzien, kiedy to wszystko bedzie wydawac mi sie jedynie snem, a malenstwo w moich ramionach sprawi, ze wszystko to bedzie warte poswiecen, ktore musielismy poniesc..

Proces PGS polega na tym, ze od zarodkow w 5-6 dniu po zaplodnieniu, czyli w stadium blastocysty, pobiera sie pare komorek – w tym stadium zarodki maja ok. 100-150 komorek i dziela sie na te, z ktorych powstanie zarodek, oraz na te, z ktorych powstanie lozysko. Komorki pobiera sie z tych, ktorych celem jest utworzenie lozyska – i w ten sposob minimalizuje sie ryzyko uszkodzenia zarodka. Kazdy zarodek ma swoj kod kreskowy – podobnie jak pobrane komorki. Nastepnie komorki wysyla sie do laboratorium, w ktorym przeprowadzne zostanie badanie PGS.  Niektore kliniki maja swoje laboratoria, ale ze badania te sa bardzo wyspecjalizowane, zazwyczaj zajmuja sie tym odrebne osrodki.  Tak jest w przypadku mojej kliniki – pobrane komorki wysyla sie w specjalnych warunkach klimatycznych – wlasnie do Kalifornii.

PGD (Pre-implantation Genetic Diagnosis) a PGS

Roznica miedzy PGD a PGS jest dosyc prosta. PGD jest badaniem przeprowadzanym w kierunku jednej, konkretnej wady genetycznej. Wykonuje sie je zazwyczaj w sytuacji, kiedy jedno – lub oboje – z rodzicow sa obciazeni konkretna choroba czy wada genetyczna – w celu unikniecia przeniesienia tej wady na dziecko.  Natomiast PGS jest badaniem kompleksowym wszystkich par chromosomow w komorce w celu wykluczenia wielu mozliwych wad genetycznych tejze komorki, miedzy innymi trisomii. Czyli sprawdza sie m.in. czy zadna z par chromosomow nie zawiera dodatkowych chromosomow, czy tez – czy przypadkiem chromosomow nie brakuje, czy wyglad DNA w kazdej komorce nie odbiega od standardow. Do kliniki wysyla sie rezultaty dotyczace zarodkow: NORMAL – zarodki normalne, ABNORMAL – zarodki z wadami czy anomaliami chromosomowymi, i NO RESULT – w ok. 5% przypadkow komorek nie udaje sie zdiagnozowac, zazwyczaj jest to wynikiem slabszej jakosci zarodkow.

Wady PGS:

  • PGS nie jest w stanie wykluczyc wszystkich niebezpieczenstw, jakie czychaja na zarodki, czyli np. wad serca czy hemofilii;
  • niezmiernie rzadko wystepuje tzw. mozaicym chromosomowy zarodkow - czego PGS nie wykryje (w ok.1% przypadkow). Polega on na tym, ze czesc komorek w zarodku jest zdrowych/normalnych, a czesc zawiera wady genetyczne. W tym przypadku PGS moze okreslic zarodek jako zdrowy, gdy w rzeczywistosci inne komorki – te nie testowane – beda zawieraly wady. O to raczej nie nalezy sie martwic – wlasnie ze wzgledu na rzadkosc tej anomalii;
  • no i najwazniejsze – PGS moze nas pozbawic wszelkich zludzen dotyczacych naszych  staran.. bo moze zdarzyc sie i tak, ze zadne z badanych komorek nie beda zdrowe/normalne..

Ten ostatni punkt najbardziej mnie przeraza.. pomimo tego, ze jest to w sumie logiczne i teoretycznie – nawet jesli okazaloby sie, ze wszystkie zarodki zawieralyby anomalie chromosomowe – to i tak byloby to dla nas ogromna wiedza i zaoszczedziloby nam bolu negatywnych testow w przyszlosci, ale chyba trudno jest mi, przynajmniej na razie, przejsc do porzadku dziennego nad tym, ze takie ryzyko istnieje.. nie chce nawet myslec o tym, ze to moglby byc koniec.. tzn. jasne, ze nie musialoby to oznaczac, ze nie mozemy uzyskac zdrowego zarodka w przyszlosci, ale bardzo obnizyloby to nasze szanse na sukces..

Ja wiem, ze nie moge sie tym martwic na zapas, ale latwiej powiedziec, a trudniej zrobic.. :(

Zarowno PGS jak i PGD badaja rowniez plec zarodkow. Nasza klinika tych wynikow nie przekazuje pacjentom. Za co jestem im bardzo wdzieczna.

Poza tym wg mojego RE to, ze udalo nam sie zajsc w ciaze, nie jest do konca zadnym przelomem. Wg niego moj problem nie lezy w warunkach, jakie panuja w macicy i jakie maja wplyw na utrzymanie ciazy – wg niego problem lezy w jakosci zarodkow.. :( w sumie dlaczego mialby mnie moj mily Pan Doktor nie dobijac..

„Ale nic to” – jak mawial maly rycerz – oznacza to jedynie.. i na dzien dzisiejszy – ze musze zrobic wszystko, co sie tylko da, zeby poprawic jakosc komorek. So.. here’s our plan..

  1. Zrzucic kilogramy, ktore nabylam w ciagu ostatniego 1.5 roku leczenia hormonami, w sumie ok. 10 kg. Spacery, wycieczki rowerowe, chodzenie po gorach, yoga.
  2. Choc na punkcie prawidlowego zywienia mam od dawna bzika, bede sie starac jeszcze bardziej zwracac uwage na to, co jemy (o tym tez kiedys napisze wiecej).
  3. CoQ10 – juz zamowione, producenta Garden of Life  – razem z kompleksem witamin i probiotykami Kind Organics Prenatal Multivitamin (co wazne, zawiera naturalny kwas foliowy pozyskiwany ze skorki cytryny, a nie syntetyczny), i kompleks witamin tego samego producenta, tez eko, dla J. DHEA nie zamawiam – lekarz stwierdzil, ze wg najnowszych badan nie ma wplywu na jakosc komorek.
  4. Akupunktura.
  5. Umowiona juz jestem na tzw. physical exam – nie wiem, czy istnieje w Polsce, ja nigdy takowego nie mialam – kompleskowe badania u lekarza rodzinnego, wraz z badaniem tarczycy i badaniem niedoboru witamin w organizmie.
  6. Wizyta u dermatologa – ostatnie miesiace z hormonami strasznie wplynely na moje wlosy i skore – jesli tarczyca i poziom witamin okaza sie w normie – mam nadzieje, ze dermatolog pomoze..
  7. Zmiana protokolu – zeby nie bylo za latwo, tym razem bede sie dluzej kluc (Lupronem) - zaczne juz w czasie brania antykow – po to, zeby bardziej wyciszyc jajniki (mamy nadzieje, ze beda potem bardziej rownomiernie rosnac). Poza tym dodajemy ICSI.. ICSI zalecane jest przy PGS – unika sie zanieczyszczenia zarodkow (mamy tez nadzieje na to, ze wiecej komorek sie zaplodni).

Dwa cykle przerwy.. tyle sobie daje. Dwa miesiace. Gdyby nie grudniowe urodziny, dalabym sobie trzy miesiace.. moze w sumie powinnam, ale nie chce, zeby caly proces wypadl w Swieta, a juz tym bardziej testowanie..

Nie wiemy jeszcze skad wezmiemy kase na PGS..

Cholernie mi przykro, ze to wszystko robi sie coraz bardziej Hi-Tech, coraz bardziej ART.. staram sie dluzej przy tych myslach nie zatrzymywac, bo boje sie, ze nabawie sie jakichs stanow lekowych..

Siostra mi powiedziala, ze w zadnym przypadku nie mozemy sie poddawac. Dlugo rozmawialysmy.. ona tez raz poronila.. poza tym opowiedziala mi o swoich znajomych (a przy okazji i moich – sporo mamy wspolnych znajomych), ktorzy przechodza przez to samo co my, sa juz przy 3 czy 4 In Vitro.. to naprawde bardzo pomaga. Tak ciezko jest mi o tym z kimkolwiek rozmawiac, a to tak cholernie pomaga..

..znowu sie porycze.. strasznie miekne na starosc..

Opublikowano niepłodność | Otagowano , , , | 16 komentarzy

I cannot let this pain define me..

Ciezarowki i osoby wrazliwe – nie czytajcie, prosze.

It was, after all, just a dream..

Dwa tygodnie temu dowiedzielismy sie, ze jestesmy w ciazy. Po raz pierwszy w zyciu zobaczylam dwie wyrazne kreski na tescie ciazowym. Lzy szczescia splywaly mi po policzkach a serce bilo jak oszalale. Przez nastepny tydzien staralam sie ostroznie przyzwyczajac do tego stanu. Choc wciaz trudno mi bylo przyznac sie do tego, co sie ze mna dzieje, po 6 latach walki naprawde trudno jest nie byc choc troche (lub nawet bardzo) szczesliwym. Te dwie kreski sa przeciez jak ten cholerny Graal, o ktorym ciagle sie slucha/czyta, ale nigdy sie go nie widzi – przynajmniej nie w swojej lazience, nie na swoim wlasnym tescie. Staralm sie tez rozmawiac z J o tym, zebysmy jak na razie cieszyli sie ostroznie, tak bardziej po cichu..  on oczywiscie chcial od razu roztrabic nowine calemu swiatu, wertowal listy irlandzkich imion dla dzieci i – no jak to facet – chcial po prostu swietowac.. ja powoli zaczelam zerkac w sieci na strony poswiecone ciazy.. baaardzo powoli, bardziej po to, zeby nie zrobic czegos glupiego zupelnie przypadkowo.  Z jednej strony serce chcialo wyskoczyc mi z piersi, a z drugiej – wciaz byl to dla mnie piekny sen i wciaz trudno bylo mi w to uwierzyc..

W zeszla srode beta urosla do 2300 i pielegniarka umowila mnie na pierwsze usg malenstwa na kolejny tydzien. Tego samego dnia zaczelam plamic.. wygladalo to dokladnie tak samo, jak plamienie przy pierwszym IVF. Nie wazne, ze to wcale nie musi oznaczac nic zlego, ze plamienie – czy nawet krwawienie – nie jest czyms super rzadkim we wczesnej ciazy.. ja juz wiedzialam, ze dzieje sie cos zlego. Wszystkie symptomy ciazy ustapily i czulam sie wysmienicie, ale modlilam sie o to, zeby wszystkie wrocily. Pielegniarka kazala mi sie nie martwic, odpoczywac i pic duzo plynow. Od razu zabralam wszystkie manatki z pracy i wrocilam do domu.. lezac plackiem w lozku blagalam Tego na gorze i swojego Aniola Stroza o to, zeby nic zlego nie stalo sie malenstwu..

My Guardian Angel did not hear me cry..

5t3dc. W czwartek rano nie obudzilam sie – jak zazwyczaj przez ostatnie dwa tygodnie – o 5 rano, z pelnym pecherzem. Obudzilam sie o 6:30.. cala we krwi, ze skurczami ktore nie pozwalaly mi na to, zeby z powrotem wrocic do lozka .. w szoku, z placzem, w lazience, nie chcialam uwierzyc w to, co sie dzialo. Zadzwonilam do kliniki i zostawilam wiadomosc, ze chyba wlasnie trace ciaze i nie wiem, co mam robic. Pielegniarka zadzwonila ok. 2 godziny pozniej.. na tym etapie ciazy nie da sie nic zrobic. Mozna jedynie lezec i miec nadzieje, ze krwawienie ustapi. Umowila mnie na usg i kolejne badanie krwi na piatek. Przez dlugi czas plakalm wtulona w J..

Krwawilam przez wiekszosc dnia, choc nie na tyle, zeby byla koniecznosc jechania na Izbe Przyjec..

Subchorionic Hematoma

W piatek rano lekarz nie znalazl juz zarodka.. sprawdzil, czy nie ma ciazy pozamacicznej i znalazl obszar z duza iloscia krwi. To co tu nazywa sie Subchorionic hematoma, a w Polsce jest po prostu krwiakiem.. SCH nie jest rzadkoscia w ciazy i choc podwyzsza ryzyko poronienia, robi to jedynie w niewielkim stopniu. I wchlania sie zazwyczaj w ciagu kilku tygodni. Nikt nie jest w stanie powiedziec, czy SCH spowodowal poronienie, czy tylko je ulatwil, czy tez moze zadnego wplywu na ciaze nie mial.. ja wiem, ze byl, nieproszony..

Nie wiem jak dlugo bede krwawic, nie wiem ile czasu bedzie potrzebowal moj organizm na to, aby sie zregenerowac.. beta dzis opadla juz do 309, kolejne badanie w czwartek..

Co wazniejsze – nie wiem, jak bedzie reagowac moja psychika wraz z uplywem czasu. Pierwsze trzy dni wolalabym zapomniec, bylo naprawde ciezko, nie chcialam wychodzic z domu, nie chcialam z nikim rozmawiac, nie moglam sie przemoc aby wejsc na wlasnego bloga.. wczoraj wreszcie wstalam bez placzu i spedzilismy caly dzien poza domem.. ale wiem, ze bedzie gorzej, ze kazda ciaza i kazde male dziecko beda mi przypominac o tym, co utracilam, ze powinnam sie na to przygotwac.. tylko jak?

Wolalabym nie musiec tego pisac, ale teraz juz wiem, ze kobieta, ktora nie doswiadczyla poronienia, nie jest w stanie sobie wyobrazic tego, jak to boli. Ja nie mialam pojecia.. moglo mi byc przykro, moglam wspolczuc, moglam starac sie to zrozumiec.. ale dopiero teraz wiem, ze nie mozna sobie tego wyobrazic.. patrzenie na to, jak – doslownie – wyplywa ze mnie zycie – moje najwieksze marzenie – a ja nie jestem w stanie nic zrobic.. jest po prostu czarna dziura, czeluscia bez dna.. zadna kobieta nie powinna musiec przez to przechodzic.. zadna.

„Cherry on the cake”..

Dom obok nas byl na sprzedaz od ok. 2-3 m-cy.. w piatek wprowadzila sie tam rodzina z dwojka malych dzieci, dwu-latka River i 6-cio miesiecznym bobasem Mary. Bardzo mili ludzie, bardzo fajne brzdace.. mam ochote sie spakowac i uciec.. i nie ogladac sie za siebie..

What’s next?

Mamy plan. Bez planu chyba nie bylabym w stanie funkcjonowac. Ale o tym juz nie dzisiaj..

 

..jestem mama aniolka.. ['] :’(

Opublikowano niepłodność | Otagowano | 43 komentarzy

Na inny temat..

W zeszlym tygodniu dowiedzielismy sie, ze Tata J ma raka, wykryty zostal juz w 4 stopniu zaawansowania.. rokowania nie sa pomyslne. Jest chemia.. I srodki przeciwbolowe..

Mimo tego, ze nigdy tak naprawde z J nie byli bardzo blisko – tesc zawsze byl bardziej oddany pracy niz rodzinie – to J bardzo to przezywal.. chyba bardziej niz sam tesc, ktory powtarza, ze juz sie z tym pogodzil, i ze Bog go do siebie wzywa, a on nie ma nic przeciwko.. Sporo miedzy nimi bylo nieporozumien, jego rodzice sa bardzo religijni.. mysle, ze to, ze nigdy do konca nie mial z ojcem takiego kontaktu, jaki chcialby miec – tylko wszystko pogarsza..

Poza tym doszly obawy o przyszlosc jego mamy – oboje mieszkaja daleko od ktoregokolwiek z rodzenstwa J, sama nie da sobie rady..

Jakos nie bardzo jestem w stanie cos wiecej napisac, wiec na dzis to tyle.

Opublikowano Bez kategorii | 8 komentarzy