I cannot let this pain define me..

Ciezarowki i osoby wrazliwe – nie czytajcie, prosze.

It was, after all, just a dream..

Dwa tygodnie temu dowiedzielismy sie, ze jestesmy w ciazy. Po raz pierwszy w zyciu zobaczylam dwie wyrazne kreski na tescie ciazowym. Lzy szczescia splywaly mi po policzkach a serce bilo jak oszalale. Przez nastepny tydzien staralam sie ostroznie przyzwyczajac do tego stanu. Choc wciaz trudno mi bylo przyznac sie do tego, co sie ze mna dzieje, po 6 latach walki naprawde trudno jest nie byc choc troche (lub nawet bardzo) szczesliwym. Te dwie kreski sa przeciez jak ten cholerny Graal, o ktorym ciagle sie slucha/czyta, ale nigdy sie go nie widzi – przynajmniej nie w swojej lazience, nie na swoim wlasnym tescie. Staralm sie tez rozmawiac z J o tym, zebysmy jak na razie cieszyli sie ostroznie, tak bardziej po cichu..  on oczywiscie chcial od razu roztrabic nowine calemu swiatu, wertowal listy irlandzkich imion dla dzieci i – no jak to facet – chcial po prostu swietowac.. ja powoli zaczelam zerkac w sieci na strony poswiecone ciazy.. baaardzo powoli, bardziej po to, zeby nie zrobic czegos glupiego zupelnie przypadkowo.  Z jednej strony serce chcialo wyskoczyc mi z piersi, a z drugiej – wciaz byl to dla mnie piekny sen i wciaz trudno bylo mi w to uwierzyc..

W zeszla srode beta urosla do 2300 i pielegniarka umowila mnie na pierwsze usg malenstwa na kolejny tydzien. Tego samego dnia zaczelam plamic.. wygladalo to dokladnie tak samo, jak plamienie przy pierwszym IVF. Nie wazne, ze to wcale nie musi oznaczac nic zlego, ze plamienie – czy nawet krwawienie – nie jest czyms super rzadkim we wczesnej ciazy.. ja juz wiedzialam, ze dzieje sie cos zlego. Wszystkie symptomy ciazy ustapily i czulam sie wysmienicie, ale modlilam sie o to, zeby wszystkie wrocily. Pielegniarka kazala mi sie nie martwic, odpoczywac i pic duzo plynow. Od razu zabralam wszystkie manatki z pracy i wrocilam do domu.. lezac plackiem w lozku blagalam Tego na gorze i swojego Aniola Stroza o to, zeby nic zlego nie stalo sie malenstwu..

My Guardian Angel did not hear me cry..

5t3dc. W czwartek rano nie obudzilam sie – jak zazwyczaj przez ostatnie dwa tygodnie – o 5 rano, z pelnym pecherzem. Obudzilam sie o 6:30.. cala we krwi, ze skurczami ktore nie pozwalaly mi na to, zeby z powrotem wrocic do lozka .. w szoku, z placzem, w lazience, nie chcialam uwierzyc w to, co sie dzialo. Zadzwonilam do kliniki i zostawilam wiadomosc, ze chyba wlasnie trace ciaze i nie wiem, co mam robic. Pielegniarka zadzwonila ok. 2 godziny pozniej.. na tym etapie ciazy nie da sie nic zrobic. Mozna jedynie lezec i miec nadzieje, ze krwawienie ustapi. Umowila mnie na usg i kolejne badanie krwi na piatek. Przez dlugi czas plakalm wtulona w J..

Krwawilam przez wiekszosc dnia, choc nie na tyle, zeby byla koniecznosc jechania na Izbe Przyjec..

Subchorionic Hematoma

W piatek rano lekarz nie znalazl juz zarodka.. sprawdzil, czy nie ma ciazy pozamacicznej i znalazl obszar z duza iloscia krwi. To co tu nazywa sie Subchorionic hematoma, a w Polsce jest po prostu krwiakiem.. SCH nie jest rzadkoscia w ciazy i choc podwyzsza ryzyko poronienia, robi to jedynie w niewielkim stopniu. I wchlania sie zazwyczaj w ciagu kilku tygodni. Nikt nie jest w stanie powiedziec, czy SCH spowodowal poronienie, czy tylko je ulatwil, czy tez moze zadnego wplywu na ciaze nie mial.. ja wiem, ze byl, nieproszony..

Nie wiem jak dlugo bede krwawic, nie wiem ile czasu bedzie potrzebowal moj organizm na to, aby sie zregenerowac.. beta dzis opadla juz do 309, kolejne badanie w czwartek..

Co wazniejsze – nie wiem, jak bedzie reagowac moja psychika wraz z uplywem czasu. Pierwsze trzy dni wolalabym zapomniec, bylo naprawde ciezko, nie chcialam wychodzic z domu, nie chcialam z nikim rozmawiac, nie moglam sie przemoc aby wejsc na wlasnego bloga.. wczoraj wreszcie wstalam bez placzu i spedzilismy caly dzien poza domem.. ale wiem, ze bedzie gorzej, ze kazda ciaza i kazde male dziecko beda mi przypominac o tym, co utracilam, ze powinnam sie na to przygotwac.. tylko jak?

Wolalabym nie musiec tego pisac, ale teraz juz wiem, ze kobieta, ktora nie doswiadczyla poronienia, nie jest w stanie sobie wyobrazic tego, jak to boli. Ja nie mialam pojecia.. moglo mi byc przykro, moglam wspolczuc, moglam starac sie to zrozumiec.. ale dopiero teraz wiem, ze nie mozna sobie tego wyobrazic.. patrzenie na to, jak – doslownie – wyplywa ze mnie zycie – moje najwieksze marzenie – a ja nie jestem w stanie nic zrobic.. jest po prostu czarna dziura, czeluscia bez dna.. zadna kobieta nie powinna musiec przez to przechodzic.. zadna.

„Cherry on the cake”..

Dom obok nas byl na sprzedaz od ok. 2-3 m-cy.. w piatek wprowadzila sie tam rodzina z dwojka malych dzieci, dwu-latka River i 6-cio miesiecznym bobasem Mary. Bardzo mili ludzie, bardzo fajne brzdace.. mam ochote sie spakowac i uciec.. i nie ogladac sie za siebie..

What’s next?

Mamy plan. Bez planu chyba nie bylabym w stanie funkcjonowac. Ale o tym juz nie dzisiaj..

 

..jestem mama aniolka.. ['] :’(

Ten wpis został opublikowany w kategorii niepłodność i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

43 odpowiedzi na „I cannot let this pain define me..

  1. ~juti pisze:

    Kasiu, tak mi przykro :(( Wiem, co czujesz, u mnie za miesiąc minie rocznica mojej straty, moje dziecko miałby teraz niemal półtora roku… zawsze będę liczyć.
    Nie pocieszę Cię w żaden sposób, wiesz o tym. Zresztą nie tego oczekujesz. Musisz przeżyć żałobę, a ślad i tak pozostanie na zawsze.
    Jedyne, co Ci napiszę, jakkolwiek brutalnie czy dziwnie by to nie zabrzmiało w tym momencie (ale uwierz, to prawda) – zaszłaś w ciążę, a to bardzo ważne, liczy się. Twój organizm się czegoś nauczył, i ta nauka mu pomoże łatwiej zajść w kolejną ciążę. Nie wymyśliłam tego, wiem to od koleżanki po Akademii Medycznej. I obserwowałam na wielu koleżankach. Nawet ciąża „na chwilę”, nawet biochemiczna pomagała uzyskać łatwiej kolejną.
    Żadne to pocieszenie, ale chcę, żebyś wiedziała. Masz plan i to dobrze. Ja też miałam plan, od razu natychmiast i on trzymał przy życiu.

    Zapalam światełko dla Twojego małego Aniołka (*).
    Będzie nad Tobą czuwał. Pomoże Wam. Macie swoją małą Gwiazdkę. Już na zawsze.
    Będzie Was prowadzić.

    • czekajacnafasolke pisze:

      Juti, dziekuje, nawet nie wiesz jak bardzo Twoje slowa byly mi potrzebne. Bardzo chce wierzyc w to, ze moj organizm czegos faktycznie sie nauczyl i ze moge miec nadzieje na to, ze.. wlasnie.. ze jest szansa na to, ze w koncu sie uda.

      To uczucie, ze jest sie mama Aniolka, to bardzo surrealistyczne uczucie, przynajmniej dla mnie. To chyba kolejny etap walki, nie rozumiem dlaczego musialam przez to przejsc, przynajmniej na teraz nie jestem w stanie tego zrozumiec.. ale byc moze mialo mi to cos uswiadomic.. i byc moze ta swiadomosc powoli do mnie przyjdzie..

      Dziekuje. :*

  2. ~Pani S. pisze:

    Przykro mi… Mam nadzieję, że znajdziesz w sobie siłę, żeby to przetrwać i znowu powalczyć o swoje marzenia.

    • czekajacnafasolke pisze:

      Dziekuje. :* Sily wciaz sa, nie wiem skad, ale sa.. tylko od nowa musze sobie wszystko poukladac w glowie. Bo na razie jest w niej totalny chaos..

  3. ~Ewelina " ja-vs-endo.blog.pl" pisze:

    Kochana chcialabym napisac cos co choc na chwile wywola promyk slonca w twoim sercu ale masz racje w tej chwili ja nie doswiadczona najmniej jestem w stanie ci pomoc, moge tylko sobie wyobrazac jaki to bol ale z pewnoscia i tak nie wyobraze sobie jego ogromu. Jedyne co to moge podpiac sie pod slowa Juti ze pojawil sie znak ze masz zdolnosc posiadania cudu a organizm nauczyl sie czegos nowego… I napewno tak jak teraz Twoj Aniol stroz cie nie slyszal tak teraz masz napewno swojego malego Aniolka ktory bedzie czuwal nad Toba. Musisz przezyc swoja zalobe, moze to nie jest najlepszy pomysl ale jesli chcialabys sie porzadnie wyplakac obejrzyj Heaven is for real, napewno nie jest to dobry film jesli chcesz sie uspokoic ale mi mimo placzu dal w sercu duzo ciepla i nadzieji ze wszystkie aniolki maja sie dobrze w niebie i spogladaja na nas. Sciskam cie najmocniej jak moge i jestem….

    • czekajacnafasolke pisze:

      Dziekuje Ewelina :* Heaven is for real mialam ochote juz pare razy obejrzec, ale ze jest to wyciskacz lez, to zostawiam go sobie na czas, kiedy juz taki temat nie przyprawi mnie o kolejna nieprzespana noc.. ale jest zdecydowanie na mojej liscie do obejrzenia.

      • ~Ewelina " ja-vs-endo.blog.pl" pisze:

        Tak jest to wyciskacz lez choc myslalam ze wiecej bede plakac jednak film daje duzo nadzieji mimo wszystko ale masz racje obejrzyj go kiedy bedziesz na niego gotowa. Moze to pytania nie na miejscu ale jak sie ogolnie czujesz? Beda robili jakies badania zeby dowiedziec sie czemu tak sie stalo? Sciskam cie mocno :*

        • czekajacnafasolke pisze:

          Czuje sie dobrze. Krwawienie ustalo.. i choc beta wciaz jeszcze nie spadla do 0, to jest ok. Psychicznie tez na razie jest ok. Tli sie we mnie obawa, ze w kazdym momencie moze znowu byc gorzej, ale tez na razie trzymam sie tego, co mam. A nie jest zle. Powoli dopracowujemy plan i w przyszlym tygodniu powinnam wiedziec wiecej.. Badan na tym etapie ciazy nie wykonuja, bylo za wczesnie. Poza tym poronilam w domu, nie w szpitalu, wiec i tak nie byloby takiej mozliwosci. Diagnozy, konkretnej diagnozy, nie bedzie. Lekarz stwierdzil, ze to pewnie znowu byla wina zarodka, a krwiak byc moze tez przyczynil sie do poronienia, ale nic bardziej pewnego mi nie powie..

          Mam nadzieje, ze u Was wszystko ok.. na blogu u Ciebie cisza.. buziaki. :*

          • ~Ewelina " ja-vs-endo.blog.pl" pisze:

            W takim razie czekam na dalsze wiesci. dobrze slyszec ze jakos sobie radzisz… caly czas myslami jestem z toba…
            No tak u mnie cisza nie umiem sie przelamac zeby cos napisac… plan byl pisac tylko o endo a endo spi spokojnie, mialam pisac o staraniach ale ich brak… A ogolnie o zyciu jakos juz nie umiem tak jak wczesniej… nie czuje sensu… Nie wiem … Sciskam kochana :*

  4. Kasiu tak mi przykro ;( Musisz być silna
    Aniołkowe Mamy zawsze pamiętają ;(

    • czekajacnafasolke pisze:

      Dziekuje. 6 kwietnia w przyszlym roku bede musiala jakos zapelnic mnostwem pozytywnych przezyc, bo bedzie to ciezki dzien (taka miala byc moja wstepna data porodu).. :*

  5. ~carpe pisze:

    płaczę :(

    ps. nie mogę nic więcej napisać

    • czekajacnafasolke pisze:

      Dziekuje Carpe :*, i przykro mi, ze wlasnie taki wpis przyszlo mi wkleic.. chcialam z Wami wszystkimi swietowac.. ale musze wierzyc w to, ze co sie odwlecze, to nie uciecze. Na razie bede sie cieszyc szczesciem Twoim i innych ciezarowek i mam..

      i mam nadzieje, ze u Was wszystko jest w porzadku. Buziaki. :*

  6. ~BalbinaMalina pisze:

    Niestety żadne nasze słowa Cię nie pocieszą, wiesz mam cztery poronienia za sobą i dwie ciąże biochemiczne, choć to trywialne z upływem czasu ból słabnie. Swoje pierwsze poronienie przechodziłam 10 tygodni, tyle czasu wiedziałam, że ciąża się nie utrzyma. Każde kolejne lepiej znosiłam, o ile można tak napisać, niestety ma to i swoją drugą ciemną stronę, teraz ten ból wgryza się głęboko we mnie i na widok kobiet z małymi dziećmi, w ciąży, ja czuję do siebie taką nienawiść, że za każdym razem muszę odwracać wzrok.

    • czekajacnafasolke pisze:

      No wlasnie zauwazylam u siebie ta druga strone medalu – ja tez jestem na siebie zla, na to, ze moj organizm tak dlugo kaze mi walczyc i wciaz mnie zawodzi. Strasznie jestem zla. Smutna i zla.. mam nadzieje, ze to jednak, z czasem, minie.

  7. ~Promesa pisze:

    Rano przeczytałam post, ale do tej pory nie mogę się zebrać, zeby napisać parę słów…
    Bo nie wiem co napisać. Żadne słowa nie pocieszają w takiej sytuacji. Niesiona optymizmem myślałam, że u Was to już to, że zbliża się koniec tej męczarni jaką jest niepłodność…
    Nie wiem Kasiu jak Cię pocieszyć, niestety w tych chwilach zostaje się zupełnie samemu, dobrze, że masz kochającego J. obok. I tak jak napisała Juti – nawet jeśli brzmi to „nie w porę”, to rzeczywiście zaszłaś w ciążę, a to daje kolejną nadzieję.
    Czekam na wieści o dalszych planach. Trzymajcie się!

    • czekajacnafasolke pisze:

      Dziekuje Promesa :* I tez przykro mi, ze nie mialam dobrych wiadomosci.. jest mi glupio, czuje sie nie tylko sama strasznie oszukana przez los, ale tez z jakis powodow czuje, ze oszukuje Was wszystkie.. bo przeciez powinno juz wreszcie byc dobrze, bo powinien to byc juz ten kolejny etap mojego zycia i kolejny dowod na to, ze sie udaje, jesli tylko bardzo sie chce i nie przestaje sie walczyc.. buu..

      Byc moze troche na wyrost, ale trzymam sie tej mysli, ze los dolozyl mi kolejna cegielke nadzieii tym, ze pozwolil mi byc w ciazy..

  8. ~leśna pisze:

    Masz rację – żadna kobieta nie powinna być zmuszona do przeżywania takich rzeczy.
    Przytulam Cię bardzo mocno.
    Mam nadzieję, że to wirtualne psychiczne wsparcie i jak najbardziej autentyczne współodczuwanie Twojej straty choć nieco Ci pomogą.

    • czekajacnafasolke pisze:

      Lesna, niezaleznie od tego jak banalnie to moze brzmiec, to kazdy wpis dodaje mi sil i nie pozwala mi uzalac sie nad soba. To, ze sa inni, ktrzy dbaja o ten blog i mnie na tyle, zeby choc wirtualnie przytulic, jest jak tecza po burzy, pozwalaja mi odetchnac i uspokoic mysli. Poczucie tego, ze nie jestem w tym calym bagnie sama, od dawna juz w duzym stopniu pomaga mi walczyc dalej.. bo chyba nie ma nic gorszego, niz bycie ze swoim bolem zupelnie samym..

      Dziekuje :*

  9. ~AnetaAz pisze:

    Kasiula …
    Nie mogę uwierzyć …
    Nie napiszę nic mądrego …
    Przytulam

  10. ~iza pisze:

    Kasiu, tak strasznie mi przykro… :( Nie potrafię sobie wyobrazić co czujesz, ale z bólu zaciska mi się brzuch.
    Cierpi się w sobie, w samotności, ale my tu wszystkie jesteśmy i myślimy o Tobie. Trzymajcie się!

  11. ~Isa pisze:

    Bardzo mi przykro i bardzo Ci współczuję. Mam za sobą 3 poronienia, więc to naprawdę jest współ – czucie. Masz prawo do żałoby i przeżywania jej jak tylko i jak długo chcesz. Plan też jest dobry – mi posiadanie planu dużo dawało. Ale odpuszczenie sobie i chwila odpoczynku od tematu ‚dzieci’ też bywa potrzebna. Będziesz wiedziała, co Ci pomaga. Pamiętaj tylko, że nawet jeśli teraz bardzo cierpisz, to nie straciłaś szansy na macierzyństwo! Mówię Ci to ja – mama 3 aniołków i prawie 2-miesięcznego jak najbardziej z krwi i kości synka.

    • czekajacnafasolke pisze:

      Isa, bardzo sie ciesze, ze napisalas. :* Ta chwila odpoczynku to wlasnie jest czesc naszego planu, wbrew tej natretnej mysli, ktora mnie przesladuje – ze trzeba sie spieszyc. Stwierdzilam, ze to moze nam naprawde dobrze zrobic. Ze tego potrzebujemy. Zreszta, fizycznie tez musze dac sobie troche czasu..

      I wiem, ze to nie jest wcale zaden koniec, ze to tylko kolejna bitwa. I mimo tego, ze kolejny raz przegralam, to jednak w jakims stopniu bylo w tym rowniez i zwyciestwo, bo przeciez jednak bylam w ciazy, po raz pierwszy..

      No i z calego serca gratuluje synka! :)

  12. ~Anulek pisze:

    A było ostrzeżenie na początku, żeby nie czytać :(. No i się popłakałam.
    Co prawda nasza pierwsza ciąża to była taka ciąża/nieciąża, od początku było wiadomo, że chyba coś jest nie tak, ale nadzieję mieliśmy. Mimo upływu czasu do dziś pamiętam moment, kiedy bezsprzecznie dowiedziałam się, że w ciąży, jaka by ona nie była, byłam i już nie jestem :(.
    Szczerze współczuję. I podpisuję się pod tym, co napisała Juti, że skoro w ciąży byłaś to znaczy, że Twój organizm „umie” w nią zajść, jakkolwiek to brzmi, a to wbrew pozorom, naprawdę dobra informacja.
    Pozdrawiam serdecznie

    • czekajacnafasolke pisze:

      Dziekuje. :* Wiesz, niezaleznie od tego, czy jestesmy przygotowani na to, ze moze byc roznie (szczegolnie jesli dlugo sie walczy) – utrata ciazy boli tak samo i tak samo trudno jest sie z tym pogodzic..

      We wtorek mam spotkanie z moim lekarzem i mam nadzieje, ze on tez bedzie patrzyl z optymizmem w przyszlosc..

  13. ~mamadzidka pisze:

    Bardzo mi przykro, wiem co czujesz…Nic nie jest w stanie pocieszyć w takich chwilach – więc napiszę tylko, że z czasem będzie mniej boleć ( wiem z doświadczenia). Trzymaj się.

    • czekajacnafasolke pisze:

      Dziekuje bardzo. :* na razie wydaje mi sie, ze bolec tak naprawde przestanie dopiero, kiedy wreszcie nam sie uda.. i modle sie o to, zeby tak wlasnie bylo.

  14. ~Magda pisze:

    Kasiu, tak bardzo mi przykro. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić ogromu bólu, jaki na Ciebie spadł. Nikt nie powinien tego bólu doświadczyć.
    Ściskam Cię.

    • czekajacnafasolke pisze:

      Dziekuje Madziu. :* Zgadzam sie z tym, ze nikt nie powinien przez to przechodzic. Ale dobrze jest miec Was wszystkie, z Wami jest latwiej.. :*

  15. ~Agata pisze:

    Kasiu… Tak strasznie mi przykro… Przeczytalam Twoj wpis wkrotce po opublikowaniu, ale poplakalam sie i nie bylam w stanie nic sensownego napisac… Przed chwila przeczytalam go od nowa i… znow polecialy lzy…

    Nie moge napisac, ze wiem co czujesz, bo nigdy nie przezylam takiej straty… Moge jedynie zgodzic sie z Juti, ze mimo ze malenstwo odeszlo, Twoje cialo „nauczylo sie” byc w ciazy… Znam to z wlasnego doswiadczenia.
    Rozumiem, ze mozesz nie chciec czytac innych ciazowych historii z happy-endem, wiec jak cos omin nastepny paragraf. :)

    O pierwsza ciaze staralismy sie ponad 3 lata. Trzy dlugie lata, pelne zwatpienia i placzu. Nie doszlismy do in-vitro po czesci poniewaz moj maz byl przeciwny wszelkim badaniom, a po czesci poniewaz okazalo sie niepotrzebne. :) Bralam przez kilka cykli CLO, ale bezskutecznie. A po 3 latach, ni stad, ni z owad, zaszlam w ciaze. Dzis Bi ma ponad trzy lata. Po urodzeniu corki odpuscilismy sobie antykoncepcje, bo uznalismy, ze jesli w ogole kiedys zajde w druga ciaze, to znow zajmie to kilka lat. I spotkala nas najwieksza niespodzianka w zyciu: zaszlam w drugim cyklu po dostaniu pierwszej miesiaczki (karmilam piersia, wiec troche sie przedluzylo). Rozmawialam potem z ginem i mowil dokladnie to co Juti, ze zajscie w pierwsza ciaze, ulatwilo mi zajscie w nastepna… W ten sposob jestem rowniez mama 20-miesiecznego chlopca. :)

    Trzymam kciuki za Wasz „plan” iwierze, ze i Wasze marzenie w koncu sie spelni!

    • czekajacnafasolke pisze:

      Agata, dziekuje. :* Od samego poczatku kazda historia z happy endem to dla mnie taki pozytywny kop do dalszej walki. Daje mi nadzieje na to, ze i nam sie w koncu uda.. sa tylko takie chwile, ze jest mi po prostu cholernie smutno, ze my wciaz jestesmy sami. Gdzies kiedys napisalam, ze gdyby nie to, ze tak wielu z nas jednak w koncu sie udaje, to chyba w ogole przestalabym wierzyc w to, ze jest to mozliwe. :)

      Wasz sukces po 3 latach walki to piekny cud i prezent od losu. I kolejny argument na to, ze nigdy nie nalezy sie poddawac. :)

  16. ~Ania pisze:

    O nie :( napisanie, że mi przykro to mało.. :( ściskam Cię mocno

    Trzymam kciuki za Wasze plany :*

  17. ~Moja_Bajka pisze:

    Od kilkunastu minut gapię się w monitor i nie wiem, co napisać. Jest mi strasznie, niesamowicie przykro – i wiem, że żadne słowa nie są w stanie ukoić Twojego bólu. Jestem z Tobą myślami – to niewiele, ale chociaż tyle mogę zrobić…

    • czekajacnafasolke pisze:

      Bardzo dziekuje. :* Wlasnie te slowa pomagaja. To, ze kogos oprocz mnie tez obchodzi ta strata, ze choc na chwile ktos o tym tez pomysli. Bo to znaczy, ze nie jestem sama. Ze ktos mnie rozumie. :*

  18. ~Alla84 pisze:

    Poroniłam w 7tc moją jedyną ciążę,w której byłam. Myślałam, że to koniec. Świata.

    Wszystko mija. Ból też. Pozostają jednak bolesne wspomnienia i myśl, co by było gdyby…

    Będzie dobrze. Choć brzmi to banalnie. Kiedyś będzie.
    Ta myśl trzymała mnie jak spadochron, kiedy myślałam, że już nie dam rady.

    Wirtualnie przesyłam trochę ciepła.
    Doskonale Cię rozumiem. Współczuję.

    • czekajacnafasolke pisze:

      Dziekuje Alu. :* Tak wlasnie wyobrazam sobie, ze bedzie. Ze bol po jakims czasie minie, lub oslabnie. Ale ze pamietac bede juz zawsze.
      Bardzo mi przykro, ze tez musialas przez to przechodzic. To jest cholernie niesprawiedliwe.. jak patrze na to, jaka wspaniala mama teraz jestes, to sobie mysle ze.. los.. strasznie sie gdzies pogubil..

  19. Nie ma dobrych słów by opisać to co przeżywasz i tak samo nie ma żadnej dobrej rady, która nie wydałaby Ci się teraz trywialna. Mimo wszystko dbaj o siebie i znajdź rzeczy, które pozwolą Ci myśleć teraz pozytywnie.

  20. ~Hania pisze:

    Strasznie mi przykro…. :(
    choć pewnie jest tak, jak napisałaś – jako osoba, która tego nie przezyła, pewnie nie mam pojęcia jak to tak naprawdę jest…

    • czekajacnafasolke pisze:

      To jest tak, ze jak sie walczy z franca nieplodnoscia, to mozna sobie probowac wyobrazic, jak to jest, i moze wlasnie nam byc przykro.. ale tego chaosu uczuc i samego dolka.. nie chce, zeby ktokolwiek musial przez to przechodzic..

      Dziekuje za odwiedziny, Haniu. :*

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>