Nasza historia – w skrócie

Maj 2008 – wrzesień 2012 (z przerwami) – rozpoczynamy starania (zaraz po ślubie) – naturalnie naturalne – mierzę temperaturę, korzystam z testów owulacyjnych, sprawdzam śluz. Owulację jestem w stanie potwierdzić praktycznie co miesiąc – na podstawie pozytywnych testów owu, fluktuacji temperatur i zmiany śluzu (choć jednak śluz płodny nie zawsze pokrywa się z owu). Sprawdzam wyniki starań testami ciążowymi. Po jakimś czasie przestaję wydawać pieniądze na testy. Po prostu czekam na @ – przychodzi co miesiąc..

Wrzesień 2012 – zmieniam ginekologa i po raz pierwszy dostaję ochrzan za to, że tak długo czekałam z pójściem do specjalisty – nie koniecznie do końca moja wina, wszyscy poprzedni gini mówili mi, że mam czas. Ginekolog daje mi skierowanie do kliniki leczenia niepłodności i sam dzwoni do kolegi-specjalisty, żeby umówić mi spotkanie na „wczoraj”.

Październik 2012 – pierwsza wizyta w klinice, mnóstwo badań – moich i J, i diagnoza PCOS – na podstawie wywiadu ogólnego , bo nic innego na PCOS nie wskazuje. Poza tym wszystkie wyniki są w porzadku, żadnych odchyłek od normy. Zupełnie bezbolesne HSG potwierdza, że jajowody są drożne. Lekarz jest zajefajny, ma bardzo indywidualne podejście do pacjenta i za każdym razem, kiedy jesteśmy w klinice mamy okazję z nim pogadać (będę za tym tęsknić). Dostajemy rozpiskę leczenia: 3 miesiące na Metforminie – aby pobudzić komórki do wzrostu. Jeśli nic się zmieni, kolejne 3 miesiące na Metforminie i Clomidzie. Jeśli to nie przyniesie skutków – 3 podejścia do IUI. A jeśli i to się nie uda – IVF. IVF wpada jednym uchem i wypada drugim – nam nie będzie potrzeba aż tak zaawansowanych metod, co najwyżej IUI (chyba za bardzo w Nas wierzę..).

Listopad 2012 – zaczynam brać Metformin, 500mg x 3, raz dziennie. Po tygodniu zaczynam odczuwać skutki uboczne leku – praktycznie każdy jeden z ulotki informacyjnej, ale ciągnę to dalej.  Metformin w niczym nie pomaga.

Grudzień 2012 – praktycznie nie jestem w stanie zwlec się z łóżka o własnych siłach, wszystko mnie boli, przytyłam 5 kg i siada mi psychika. Podejmuję decyzję o zaprzestaniu brania Metforminu, po paru dniach wracam do normy, zgubienie 5 kg zajmuje kilka miesięcy.

Styczeń 2013 – przymusowa rezygnacja z leczenia w klinice w związku ze zmianą ubezpieczenia zdrowotnego. Nowe ubezpieczenie nie pokrywa leczenia w tej klinice. Ale za to w kwalifikujących placówkach pokrywa procedury: do trzech/czterech cykli stymulowanych, 3 IUI i 3 IVF, plus leki. Za wizyty konsultacyjne pobierają jedynie stałą - niewielką opłatę.

Marzec 2013 – zaczynam szukać nowej kliniki. To nie takie proste – nie mam sie kogo spytać o opinię.. wertuję fora internetowe i czytam opinie pacjentów. Wybieram SGFC – są jedna z najstarszych i największych placówek w kraju i maja fantastyczne opinie i wyniki. Dzwonię i umawiam się na wizytę na kwiecień.

Kwiecień 2013 – pierwsza wizyta w SGFC. Lekarz jest ok, choć dosyć chłodny i na dystans. Stwierdza, ze to nie PCOS jest naszym problem. Proponuje od razu podejść do IUI.  Tłumaczę mu, że nasze ubezpieczenie wymaga, abyśmy najpierw przeszli serię cykli stymulowanych – a na to, żeby pokryć zabiegi z własnej kieszen nie stać nas. On wciąż nawija o IUI – ok, załapałam, już wiem, że stymulowane nic nie dadzą w naszym przypadku, ale jak wyżej – musze robić tak, jak mi każe ubezpieczenie – chyba że Pan Dr woli z nimi negocjować. Nie. Ok. To zaczynamy z cyklami stymulowanymi. Jako pamiątkę po wizycie zabieram ze sobą mało precyzyjny rysunek kobiecych narządów rozrodczych oraz tego, co się dzieje przy owulacji. Nie ważne – oby sie udało..

Czerwiec/Lipiec/Sierpień 2013 – trzy cykle stymulowane z Clomidem. Dawka 50mg raz dziennie, przez 5 dni na początku cyklu, z monitorowaniem wzrostu pęcherzyków i hormonów, zastrzykiem z HCG na uwolnienie jajeczek i progesteronem po owulacji. W każdym cyklu uzaskylismy przynajmniej 2 dojrzałe pęcherzyki. Wszystkie trzy dały nam wynik negatywny – BFN (Big Fat Negative).

Wrzesień 2013 – podchodzimy do pierwszej inseminacji (IUI – Intrauterine Insemination). Nie obyło sie bez niespodzianek. Okazało się, że lekarz i pielęgniarka prowadzący zapomnieli o tym, ze to ma być nasz pierwszy cykl IUI, i było już za późno na zamówienie Gonalu-F. Tak więc przerabiamy ponownie stymulację Clomidem , tym razem udaje mi się wyhodować tylko jeden dojrzały pęcherzyk. IUI jest bezbolesne, choć potem przez pół dnia mam lekkie plamienia. BFN.

Październik 2013 – przerwa, za dużo się dzieje, poza tym mamy w domu szczeniaka i to nam zupełnie rozkłada na łopatki jakiekolwiek plany.

Listopad 2013 – drugie podejście do IUI. Tym razem dostaję Gonal F, w zastrzykach. Też nie obyło się bez niespodzianek, przez co cały proces sie przedłużył. Początkowa dawka 37.5IU, potem zwiększenie dawki do 75IU. Jeden dominujący pęcherzyk. Zastrzyk z HCG w 17 dniu cyklu. IUI w 19 (!) dniu cyklu, tym razem nie plamię. Kolejny BFN.

Grudzień 2013 – starania naturalne, w związku ze Świętami i wyjazdem w góry w czasie przerwy świąteczno-noworocznej.  BFN.

Styczeń 2014 - trzecie podejście do IUI. Od trzeciego dnia cyklu wstrzykujemy Gonal F – tym razem 75IU. USG mam robione codziennie, pęcherzyki rosną przykładowo (4), ale tylko te na lewym jajniku, prawy się obraził… W 9 d.c. (po raz pierwszy tak wcześnie) robimy zastrzyk z HCG na uwolnienie komórek. Inseminacja w 10 i 11 d.c. Wyniki J są dobre i w związku z tym podwójna inseminacja nie jest konieczna, ale w związku z tym, że jest to nasze trzecie podejście i ubezpieczenie pokrywa oba zabiegi, decydujemy się spróbować. BFN.

Luty/Marzec 2014 – pierwsze podejście do In Vitro. Protokół z antagonistą (Ganirelix) oraz agonistą (Lupron). Lupron zastępuje zastrzyk z HCG w celu uniknięcia hiperstymulacji jajników.

4 d.c. – zaczynam brać pigułki antykoncepcyjne (Nortrel) i kontynuuję przez 20 dni.

Podczas próbnego transferu okazuje się, że moja macica wyhodowała 2 polipy.  Kontynujemy antyki aż do histeroskopii (zabiegowej). Histeroskopia wykonywana jest przy znieczuleniu ogólnym. Wybudzam się po 30 min. Po zabiegu krwawię do końca dnia i mam średnio bolesne skurcze.

W związku z tym, że J jest w rozjazdach, przedłużamy przyjmowanie antykow – w sumie biorę je przez 31 dni.  W międzyczasie przyszła i poszła sobie @.

4 dnia po odstawieniu anytków zaczynam się kłuć.  Menopur w dawce 37IU oraz Gonal F w dawce 112IU. Menopur jest w ampułkach po 75IU, więc trzeba mieszać, wykorzystując jedynie połowę mieszanki za jednym razem. Resztę przechowuję w lodówce na następny dzień.

6 dnia (po odstawieniu antyków – teraz tak już będziemy odliczać) -  monitoring. 14 pęcherzyków rośnie, dwa największe mają 13.9mm i 14.9mm, a więc rosną dosyć szybko.  Dawkę Menopur’u podbijamy do 112IU (mieszanie staje się coraz bardziej skomplikowane). Dodajemy Ganirelix na blokadę owulacji – wieczorem. Jutro kolejna dawka rano, i przy tej porze dnia już zostaniemy (dla Ganirelix’u).

7 dnia po antykach – kolejny monitoring. Pęcherzyk dominujący ma już prawie 16mm i od dziś będę monitorowana codziennie. Tak jak przeczuwałam, punkcja będzie wcześniej, niż zakładał grafik, w ten piątek lub w sobotę.

9 dnia – pęcherzyki szaleją, dominujące mają ponad 20mm, tyle ich jest, że nawet nie staram się zapamiętać wszystkich wymiarów. Przez ostatnie dwa dni dawkę Gonal’u F podbiliśmy do 150IU. Dziś Menopur zmniejszamy do 75IU. Dostałam też instrukcje dotyczące „trigger’a”, ale prawdopodobnie ta przyjemność czeka mnie dopiero jutro.

10 dnia - zastrzyk z Lupronu, który ma za zadanie zadziałać jak „trigger” (tradycyjnie jest to zastrzyk z HCG) – Lupron początkowo zwiększa poziom LH w organiźmie pozwalając komórkom dojrzeć, aby zaraz potem opaść, zapobiegając hiperstymulacji jajników.

11 dnia – badanie krwi potwierdza wzrost poziomu LH. Biorę Zithromax (antybiotyk).

12 dnia – punkcja. Przy znieczuleniu ogólnym. Pobraliśmy 12 komórek. Otrzymuję też zastrzyk z HCG (dopiero teraz) – aby wspomóc endometrium.

13 dnia - z 12 komórek dojrzałych jest 6. 5 udaje się zapłodnić.

14 dnia – wciąż 5 komórek kontynuuje podział. Wstępny termin transferu – 3 dnia po punkcji.

17 dnia – transfer jednej blastocysty klasy 1AA w 5 dniu po punkcji.

12 dp5dt – beta – negatywna..

Czerwiec/ Lipiec 2014 – drugie podejscie do IVF.

Czerwiec 2014 – Nortrel – antyki – 21 dni.

Lipiec 2014 – 4 dnia (a wiec 1 dnia cyklu – od tego dnia teraz bedziemy liczyc) po odstawieniu antyków zaczynamy stymulację. Stymulujemy się Gonalem F or Menopurem.

4 dzień – dodajemy Ganirelix na blokadę owulacji.

7 dzień – ostatni dzień stymulacji (poszło dosyć szybko..).

8 dzień – „trigger” – Lupron, zaczynam również Prednisolone na obniżenie odporności – na wypadek problemów immunologicznych. Odstawiam stymulanty i Ganirelix.

9 dzień – przed snem biorę antybiotyk Zithromax – aby wyeliminować bakterie w narządach rodnych.

10 dzień – punkcja – pobraliśmy 13 komórek. Zaczynamy Estrace (Estradiol) oraz Progesteron w zastrzykach.

12 dzień - dodajemy Enoksaparynę – lek przeciwzakrzepowy, w zastrzykach. 3 zarodki wciąż się dzielą.

15 dzień - transfer 2 zarodków.

10dp5dt - HPT – sikaniec – dwie kreski!!!!!! :D

12dp5dt - 31 lipca- beta, wynik: 353 mlU/ml, jesteśmy w ciąży!! :D

5t3d ciąży – poronienie.. :’(

3 odpowiedzi na „Nasza historia – w skrócie

  1. ~Pani S. pisze:

    Podziwiam, pozdrawiam, życzę powodzenia.

    • czekajacnafasolke pisze:

      Ach, Pani S. :) Dziekuje za wizyte. :) Az mi glupio, bo u Pani na blogu mozna sie zupelnie zrelaksowac, a tu u mnie tylko ciezki sprzet.. pozdrawiam serdecznie. :)

      • ~Pani S. pisze:

        Ja się ciężkiego sprzętu nie boję. Mnie właśnie ten ciężki kaliber nauczył radości. Człowiek ma do wyboru albo oszaleć, albo być szczęśliwym. Ta druga opcja wydała mi się przyjemniejsza, choć znajomi twierdzą, że połączyłam jedno z drugim :) Przez grzeczność nie zaprzeczę :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>