Pierwsza beta..

Z 12dp5dt..

353

:D

Jestesmy w ciazy. :D Oby juz tak zostalo.. na nastepne 8 miesiecy. :D

Baaardzo Wam wszystkim dziekuje – po raz kolejny – za wsparcie, za kciuki i za to, ze jestescie. Jest to dla mnie (i bylo przez ostatni rok) ogromnym wsparciem. Swiadomosc, ze w tej walce nie jestesmy sami, ze inni przechodza przez to samo, co my, i – co wiecej – udaje im sie (!) – pozwalala i mnie wierzyc, za nam sie uda. :)

W poniedzialek kolejna beta. :)

Buziaki :*

Opublikowano niepłodność | Otagowano , | 14 komentarzy

„I’d die for that..”

Znalazlam dzis przypadkowo w sieci dwa utwory (jeden zaprowadzil mnie do drugiego) napisane przez piosenkarki, ktore same zmagaly sie z nieplodnoscia.

Pierwsza – Kellie Coffey’s „I Would Die For That”. Kellie i jej maz starli sie zajsc w ciaze juz od dluzszego czasu, bezskutecznie i Kellie obawiala sie, ze nigdy im sie nie uda. O tym, ze jest w ciazy dowiedziala sie zaledwie kilka dni po napisaniu tej piosenki.. ciaze ta pozniej poronila.. ostatecznie Kellie zostala mama dwojki dzieci, syna i corki.

Druga – Dixie Chicks’ „So hard” – o ile Kellie Coffey jest pewnie malo znana, o tyle o Dixie Chicks czesc z Was pewnie slyszala (byc moze kojarzycie jeden z ich bardziej znanych kawalkow „Not ready to make nice” – ktory sam w sobie az wprasza sie na playliste „nieplodnosciowek”).  O czym moze nie kazdy wie to to, ze dwie z dziewczyn – zalozycielki zespolu i jednoczesnie siostry – obie – walczyly z nieplodnoscia. Utwor ponizej jest rowniez wynikiem tej walki.. obie dziewczyny (Emily Robison & Martie Maguire) doczekaly sie swoich malenstw. :)

Jenny was my best friend.
Went away one summer.
Came back with a secret
She just couldn’t keep.
A child inside her,
Was just too much for her
So she cried herself to sleep.

And she made a decision
Some find hard to accept.
To young to know that one day
She might live to regret.

But I would die for that.
Just to have one chance
To hold in my hands
All that she had.
I would die for that.

I’ve been given so much,
A husband that I love.
So why do I feel incomplete?
With every test and checkup
We’re told not to give up.
He wonders if it’s him.
And I wonder if it’s me.

All I want is a family,
Like everyone else I see.
And I won’t understand it
If it’s not meant to be.

Cause I would die for that.
Just to have one chance
To hold in my hands
All that they have.
I would die for that.

And I want to know what it’s like
To bring a dream to life.
For that kind of love,
What I’d give up!
I would die for that.

Sometimes it’s hard to conceive,
With all that I’ve got,
And all I’ve achieved,
What I want most
Before my time is gone,
Is to hear the words
„I love you, Mom.”

I would die for that.
Just to have once chance
To hold in my hands
What so many have
I would die for that.

And I want to know what it’s like
To bring a dream to life.
How I would love
What some give up.
I would die …
I would die for that.

—–


Back when we started
We didn’t know how hard it was
Living on nothing
But what the wind would bring to us
Now we’ve got something
I can imagine fighting for
So why is fighting all that we’re good at anymore

And sometimes I don’t have the energy
To prove everybody wrong
And I try my best to be strong
But you know it’s so hard
It’s so hard

It’s so hard when it doesn’t come easy
It’s so hard when it doesn’t come fast
It’s so hard when it doesn’t come easy
It’s so hard

It felt like a given
Something a woman’s born to do
A natural ambition
To see a reflection of me and you

And I’d feel so guilty
If that was a gift I couldn’t give
And could you be happy
If life wasn’t how we pictured it

And sometimes I just want to wait it out
To prove everybody wrong
And I need your help to move on
Cause you know it’s so hard
It’s so hard

It’s so hard when it doesn’t come easy
It’s so hard when it doesn’t come fast
It’s so hard when it doesn’t come easy
So hard

I can live for the moment
When all these clouds open up for me to see
And show me a vision
Of you and me swimming peacefully

Last night you told me
That you can’t remember
How to feel free

It’s so hard when it doesn’t come easy
It’s so hard when it doesn’t come fast
It’s so hard when it doesn’t come easy, easy

It’s so hard

P.S.

Jakos tak juz jest, ze w Country spiewa sie o wszystkim.. ;)

P.S. 2

Beta jutro, wyniki w piatek..

Opublikowano niepłodność | Otagowano | 6 komentarzy

The magic of pink.. :)))))))

Jeszcze jestem troche rozdygotana, jeszcze osuszam lzy, jeszcze sobie przypominam, ze to jedynie pierwszy krok.. ale nie moge przestac unosic sie pare centymetrow nad ziemia.. i z jakiegos powodu te pare centymetrow wystarcza do tego, zeby dotknac chmur.. :))))))

twolines-001

Opublikowano niepłodność | Otagowano | 26 komentarzy

Nie mogę się na niczym skupić..

9dp5dt..

Biegam jak glupia do toalety co godzine, zeby sprawdzic czy wszystko wciaz jest ok.. panikuje, jak brzuch przestaje nap…czac, zeby zaraz znowu panikowac, jesli boli.. jestem jednym wielkim znakiem zapytania.. poczatkowe 7 dni czekania to byl pikus, od wczoraj nie wiem, co ze soba zrobic..

  • czy to, ze stalam sie pelnoetatowa jedza znaczy, ze zbliza sie @, czy jest to uniwersalna reakcja na zmiany hormonalne?
  • czy robic jutro sikanca, czy jednak lepiej poczekac na bete? I czy uda mi sie przetrwac do bety?

Poza tym dostalismy wiadomosc o chorobie w rodzinie J (napisze o tym wiecej kiedy indziej) i szykuje sie nam (lub J) kilkudniowa wyprawa na polnoc kraju, i w zwiazku z tym czekam na telefon z kliniki – musze wiedziec, czy moge przelozyc bete na srode (11dp5dt), czy moge podrozowac – i jak daleko (czy np. 3-4h jest ok, ale np. 9 juz nie?), i czy wciaz (i jak dlugo) mialabym brac wszystkie leki – to, gdyby bylo wszystko ok.. , co beta w srode zdecydowanie by ulatwila..

Do „invitrowych” ciezarowek – czy po pozytywnej becie wciaz kazano Wam brac progesteron? Czy i kiedy pozwolili Wam go odstawic? Czy decyzje opierali o jakiekolwiek wyniki krwi?

Bede wdzieczna za wszystkie odpowiedzi.

Opublikowano niepłodność | Otagowano , | 3 komentarzy

Plany.. :)

Dostalam wiadomosc od kolezanki z mojej ostatniej pracy w Polsce – przyjezdza z mezem do Stanow i robia sobie rajd po zachodnim wybrzezu, ale zaczna od NYC.  :D Nie ma takiej mozliwosci, zebysmy my ich po NYC nie oprowadzili. :D J jest nowojorczykiem i zna w miescie miejsca, ktore warto zobaczyc, a o ktorych nie przeczyta sie w przewodnikach..

Poza tym – pisalam kiedys, ze bratu ciotecznemu urodzilo sie dziecie, bodajze w marcu.. jego rodzicow odwiedzilismy w Polsce, no i sie brat marnotrawny odezwal.. :P Mieszkaja z zona w NJ, wiec tez trzeba bedzie ich odwiedzic. Co prawda zdaje sobie sprawe z tego, ze ta wizyta moze bolec, ale tez lubie ich oboje, wiec ciesze sie, ze ich znowu zobaczymy.

Stesknilam sie juz troche za NY, ostatni raz bylismy tam chyba w zeszle wakacje, a to miasto ma w sobie tyle magicznych miejsc, ze zycia by nie starczylo, zeby je wszystkie odwiedzic.. :)

A z zupelnie innej bajki – boje sie.. czytam za duzo i boje sie o fasolki.. oby ten kolejny tydzien juz zlecial.. 6dp5dt, odliczanie zdaje sie strasznie wlec..

J dzisiaj wraca (yay!), wiec wracamy do moich ukochanych PIO.. ;)  Caly czas tez, az do bety, biore Prednisolone (1x dziennie), Enoksaparyne (1 podskorny zastrzyk dziennie) i Estrace (Estradiol – 2x dziennie). 

Wiekszosc z Was jest mlodsza ode mnie, nawet sporo, wiec pewnie jeszcze nie dotyka was problem pozostania „samotnym na placu boju”.. ja zdalam sobie ostatnio sprawe z tego, ze z calej mojej duzej rodziny, po obu stronach, zostala jeszcze tylko jedna bezdzietna kuzynka ok. 7 lat mlodsza ode mnie, i dwojka najmlodszych jeszcze na studiach.. Cala reszta, a mowimy tu o kregu kuzynowskim liczacym 20-cioro braci i siostr ciotecznych – ma juz przynajmniej jedno, wiekszosc dwoje dzieci, a niektorzy maja juz dorosle dzieci.. boli, bo nawet do glowy by mi nie przyszlo, kiedy bylam mlodsza, ze moich dzieci nie bedzie na spotkaniach rodzinnych..

Zdjecia z dzisiejszego spaceru z psiakami..

20140725_070213-002a 20140725_071222-002a

Opublikowano niepłodność | Otagowano , , | 4 komentarzy

Jak Kaśka z igłą walczyła.. i poległa.. 3dp5dt

Nieplodnosc wymaga – i bierze od nas tak wiele..

..zamiast zostac w knajpie troche dluzej, bo chlopaki fajnie zasuwaja na gitarach i piwo smakuje bardziej niz zwykle – trzeba sie zebrac wczesniej i wrocic do domu na randke ze strzykawa..

..nie, nie zaloze kostiumu kapielowego, byc moze jedynie gore, szorty i owine sie pareo.  Raz, ze przy hormonach przyjmowanych prawie non stop przez ostatni rok nabawilam sie chyba stalego wzdecia.. a dwa, ze te male siniaki po wklociach na brzuchu zapewnilyby mi opinie zaawansowanej narkomanki i zapewne wywolaly panike wsrod mam i babc..

..spotkalabym sie i moze z dziewczynami z pracy, ale po pierwsze to ja musialabym dostosowac swoj grafik do nich, bo tylko ja nie mam dzieci, a po drugie i tak pewnie caly czas gadalyby o swoich pociechach, a ja moglabym jedynie przytakiwac i ziewac w serwetke..

..w ten weekend nie przyjedziemy „na lodke”, bo ten.. psa musimy wziasc do weterynarza (czyt. transfer) .. w nastepny pewnie pojedziemy – ale ja juz wymyslam co odpowiedziec na: „a Ty co, do wody nie skaczesz?” – „okres mam”?? (czyt. zakaz kapieli)..

..dobrze byloby wreszcie podjac decyzje o przeprowadzce, w koncu nigdy nie mielismy zamiaru osiasc tu na stale.. ano tak, tylko ze to wiazaloby sie ze zmiana pracy – i ubezpieczenia. Nigdzie nie dostane ubezpieczenia, ktore pokrywa wiekszosc kosztow IUI czy In Vitro.. moze jednak poczekamy – 3 podejscia do IUI i 1 do IVF pozniej – J zaczyna przejawiac oznaki depresji z powodu pracy, ktorej nie cierpi.. a co, jesli sie uda – bedziemy sie bawic w przeprowadzke (do innego Stanu) w trakcie ciazy? Poza tym przeciez nie zrezygnuje z pracy w ciazy, bo kto inny zatrudni ciezarna..

To tylko mala, malenka czesc tego, co moze sie dziac (czy nie dziac) w zyciu pary nieplodnej i tego, jak duzy wplyw nieplodnosc tak naprawde ma na nas i nasze zycie, kazdego dnia..

UWAGA – ponizszy wpis moze zawierac tresci nieodpowiednie dla osob bardziej wrazliwych. Igla – niech to bedzie wystarczajaca przestroga..

Ale mialo byc o iglach..  o PIO wstepnie pisalam, ze nic przyjemnego, ze w tylek, i ze J sie sprawdza w roli pielegniarza. Sprawdza sie najlepiej, o czym przekonalam sie wczoraj. Pierwszy wieczor bez J, dwie godziny wertuje google w poszukiwaniu dobrych (czyt. profesjonalych) nagran dot. zastrzykow domiesniowych.  Decyduje sie na zastrzyk w udo, bo boje sie, ze jak za bardzo sie wygne do tylu – to juz mi tak zostanie. Strzykawka do PIO jest cholernie dluga.. shot w udo okazal sie totalna porazka, chyba za malo mam miesni na udach.. poryczalam sie.. patrze na ten zadek przez lzy, moze sie uda.. kompres z lodu, wacik, wklucie, aspiracja (sprawdzanie, czy nie trafilismy na zyle) – jedna reka – uff, udalo sie.. Dzis dzwonila pielegniarka z kliniki wiec jej opowiedzialam, jak pieknie mi poszlo poprzedniego wieczora, a potem stwierdzilam, ze ja bym wolala przejsc na globulki dopoki J nie wroci. Zgodzila sie ze mna, ze bezpieczniej bedzie brac globulki.. nie wiem, moze ja jestem mieczak, ale nasluchalam sie o przypadkowych uszkodzeniach nerwow czy miesni, a takie chistorie zazwyczaj na mnie – amatorke w temacie – i na moja wybujala wyobraznie – dzialaja z sila podwojna..

A poza tym – brzuch mnie boli caly czas (z malymi przerwami) od transferu, tak, jakby ktos tam w srodku prowadzil wojne. Zastanawiam sie czy to prednisolone robi swoje, czy moze enoksaparyna.. a moze to tylko gazy.. heh ;).

Opublikowano niepłodność | Otagowano , , | 6 komentarzy

No wine for you, dear.. 1dp5dt

J nalal sobie wlasnie lampke czerwonego wina.. to tak w sam raz do Jazz’u, ktory saczy sie leniwie z tableta..  a ja sobie naleje soku marchwiowo-jablkowego, tez pasuje do Jazz’u, nie? ;)

Wczorajszy transfer przeszedl duzo lagodniej niz poprzednim razem. Obylo sie bez wyscigow do toalety z okrzykiem ”bo juz puszczam”.. trikiem dla mnie okazalo sie wypicie dwoch szklanek wody ok. 1h i 15 min. przed transferem – w ciagu 15 minut i zaraz po oproznieniu pecherza.. pisze o tym tylko dlatego, ze zbyt pelny pecherz  byl dla mnie powodem do mega stresu przy pierwszym transferze. A nuz widelec komus sie przyda.. ;)

Przyjeslismy dwa zarodki, jeden ladny i jeden wolniejszy.. nie mamy mrozaczkow.. Pani doktor byla bardzo mila, ale strasznie duzo gadala i wydaje mi sie, ze w koncu przegapilismy kropki na ekranie usg.. tzn. obojgu nam sie wydawalo, ze widzielismy kropki, ale wlasnie wtedy P. Dr. powiedziala „prepare for transfer”, wiec oboje nieco zglupielismy.. za to mamy zdjecie. :) J jest przeslodki, wczoraj sam ugotowal obiad, nie pozwala mi sie przemeczac, glaszcze brzuchol.. za to jutro leci w delegacje na 5 dni i zostawi mnie sama z koszmarem zastrzykow domiesniowych.. :(

Na bete umawiam sie w piatek 1 sierpnia.. nie bedzie sikancow, mam tylko nadzieje, rzecz jasna, ze dotrwam do bety w pelni wladz umyslowych.. ;)

Dziekuje Wam za wsparcie, za kciuki, za przytulasy i wszystkie dobre slowa!! ..

oby do 1 sierpnia.. ;)

Opublikowano niepłodność | Otagowano , , | 14 komentarzy

PIO, Lovenox i transfer – wstępnie

Zaczne od wielkiego uscisku za komentarze pod ostatnim wpisem. :* Zawsze wydawalo mi sie, ze jestem w stanie poradzic sobie z kazda sytuacja, ale ostatnio zdalam sobie sprawe z tego, ze wsparcie bardzo mi pomaga. Wasze komenatrze i rozmowy z moim kochanym mezem pozwalaja mi spokojnie oddychac i utwierdzac sie w tym, ze ta droga jest droga wlasciwa, mimo tego, ze kreta i wyboista).. :)

Tym bardziej, ze obecny grafik IVF daje mi porzadnie w kosc. W poniedzialek zaczelismy domiesniowe (w szanowna) zastrzyki z progesteronem w oleju (Progesterone in Oil – PIO) i przyznam, ze trudno mi zrozumiec kobiety, ktore na ochotnika wybieraja te zastrzyki zamiast np. globulek (a sa takie). W naszym przypadku zalecenie wynikalo z plamien przy pierwszym podejsciu – przy zastrzykach eliminuje sie ewentualne podraznienia, ktore moga spowodowac globulki. Zanim zaczelismy, przewertowalam google w poszukiwaniu sprawdzonych sposobow na zlagodzenie bolu przy zastrzyku, a po dwoch probach wypracowalam juz swoj wlasny sposob. Gdyby ktoras z was w przyszlosci byla zdana na te zastrzyki – polecam „znieczulic” miejsce zastrzyku kompresem z lodu (ice pack) przez kilka minut, a w tym czasie ogrzac PIO do temperatury ciala w dloniach, lub np. w biustonoszu czy pod pacha. Potem (po zastrzyku) dobrze jest wymasowac miejsce zastrzyku i na kilka minut przylozyc, dla odmiany, cieply kompres. Nic przyjemnego, ale da sie przezyc.

Poza tym od wczoraj zaczelam tez zastrzyki z Lovenox’u (Enoksaparyny) – w brzuch. Google niezle mnie przestraszyl opiniami o tym, ze cholernie boli i zostawia siniaki. Jestem dopiero po pierwszym zastrzyku, ale wydaje mi sie, ze te opinie byly nieco przesadzone. Trzeba jedynie pamietac, zeby strzykawke oprozniac bardzo wolno, a miejsca po wkluciu nie masowac. Szczypie, ale da sie przezyc.

No i na koniec - z 5 zaplodnionych zarodkow, dwa wczoraj przestaly sie dzielic. Dzisiaj jeden z 3 pozostalych dzieli sie bardzo ladnie, dwa pozostale sa troche wolniejsze, ale tez wciaz sie dziela. Lekarz pozwolil mi wybrac miedzy transferem dzis lub w sobote. Wybralam sobote. Modle sie o to, aby przynajmniej dwa przetrwaly do soboty.. przy pierwszym podejsciu nie bylo we mnie strachu, bo mielismy wiecej ladnie dzielacych sie komorek, teraz drze o nie..

Zauwazylam, ze moje ostatnie wpisy (wlaczajac obecny) moga byc niezlym straszakiem dla tych kobiet (par), ktore podejmuja decyzje o In Vitro. To nie do konca tak. Raz – faktycznie drugie podejscie jest dla mnie nieco trudniejsze, niz pierwsze – co niekoniecznie musi byc prawda dla kazdej kobiety, bo przeciez kazda z nas ma inna wrazliwosc, wsparcie, itp. A po drugie - ten blog od poczatku mial byc w duzym stopniu edukacyjny – opisywac szczegolowo caly proces In Vitro, jak wyglada, czego mozna sie spodziewac na kazdym kroku, i jak go sobie ulatwic. Prawda jest taka, ze jest to proces obciazajacy psychike, ze zmusza nas do przelamywania w sobie wielu barier, a pozytywny test nie zawsze czeka na nas na koncu tej ciezkiej drogi. Ale prawda jest rowniez taka, ze cel, dla ktorego tak sie poswiecamy – jest wart kazdego siniaka, kazdej lzy, kazdego okrzyku frustracji czy zlosci, nadprogramowych kilogramow i bardzo czesto zawalonych planow (w ten weekend mielismy brac udzial w charytatywnym rajdzie motocyklowym ;))..

No, to sie wytlumaczylam.. i mam nadzieje, ze uda mi sie wkrotce „splodzic” bardziej pozytywne wpisy.. ;)

Opublikowano niepłodność | Otagowano , , , | 12 komentarzy

Szczęśliwa 13..? :)

Imieniny mam 13-tego. I zawsze, przekornie, uznawalam 13 za szczesliwa liczbe. A wiec mamy 13 komorek. O jedna wiecej niz przy pierwszym podejsciu. To rzecz jasna jeszcze nic nie znaczy. Jutro dopisze update o tym, ile bylo dojrzalych i jak sie udala imprezka na szkielku.

A, i chyle czola przed Carrie. Dzis przeszlam swoja wlasna wenflonowa tragedie. Albo anestezjolog byl wyjatkowo niezgrabny, albo faktycznie cos z moja zyla w przedramieniu bylo nie tak, ale wkluwal sie dwa razy i merdal ta igla do tego stopnia, ze gwiazdy stanely mi przed oczyma i malo brakowalo do tego, zebym odleciala bez znieczulenia. W koncu wklul sie w wierzch dloni. J przez jakis czas po tym nie mial czucia w rece.. czyms musialam sobie ten bol zrekompensowac.. ;)

Decyzja o krioprezerewacji dzis wydaje sie jeszcze bardziej sluszna.

Buziaki dla wszystkich, szczegolnie dla usg-owiczek, takie wpisy jak Wasze naprawde dodaja skrzydel. :*

—————–UPDATE————————

Powiem szczerze, ze troche mi zapal ostygl.. Z 13 komorek 10 bylo dojrzalych, ale za to jedynie 5 sie zaplodnilo droga standardowego In Vitro. Glupio mi, bo zamiast sie cieszyc, ze mamy 5 zarodkow, ja sie martwie, czemu tylko polowie sie udalo.. ale chyba nie da sie inaczej.. :( coz, trzeba sie szybko pozbierac z podlogi i myslec pozytywnie o tych pieciu.. oby im sie wszystkim udalo dotrzec do 5 dnia.. jutro juz chyba bedziemy mogli zaplanowac transfer.

Opublikowano niepłodność | Otagowano , , | 3 komentarzy

Punkcja

..juz jutro, w poniedzialek. Piatek byl ostatnim dniem stymulacji (w sumie 7 dni, dla mnie rekord). W sobote poziom estradiolu wzrosl do ok. 2000 i dostalam nakaz „trigger’a”, czyli zastrzyku stymulujacego dojrzewanie komorek, po raz kolejny byl to Lupron. W tym wszystkim zapomnieli o Prednisolonie. Przypomnialam sobie o nim przed snem, no i trzeba bylo dzwonic na infolinie i czekac na telefon od pielegniarki dyzurujacej. Takze rowniez wczoraj – w sobote – zaczelam prednisolone, na wypadek problemow immunologicznych. Trigger o 1:30 rano, robilam na spiocha. Wydaje mi sie ze komorek w tym cyklu moze byc mniej, niz w poprzednim.. licze na 9-10, ile bedzie dojrzalych – zobaczymy..

Jutro biore dzien wolny, i od razu zaklepie sobie piatek. Jeszcze nie wiem, czy uda nam sie tym razem rowniez miec transfer w 5 dniu, ale mam nadzieje. :)

Nie ma we mnie tej samej paniki, co przed poprzednim podejsciem, a od kiedy zdecydowalam, ze bedziemy mrozic – jesli bedzie taka mozliwosc, czuje sie znacznie lepiej psychicznie. Nie powiem, ze to 100%-owa poprawa, ale jest lepiej. :) Jesli chodzi o przeczucia, to jestem gdzies w polowie.. jest we mnie nadzieja, ze sie uda, ale nie bede sciemniac, jest we mnie tez sporo watpliwosci. Jesli walczylo sie z nieplodnoscia ponad 6 lat, nie da sie ich uniknac. Bedzie, co ma byc. I tyle. :)

Opublikowano niepłodność | 6 komentarzy